niedziela, 9 sierpnia 2015

Kimimaro (Naruto)

 



Kimimaro urodził się w klanie bez wioski - Kaguya. Był to barbarzyński klan, który żył walką i zabijaniem. Był tak silny, że istniał bez zawierania jakichkolwiek sojuszy, jednak w okresie wielkich wojen, gdy wioski zaczęły rosnąć w siłę, klan ten został wymordowany prawie całkowicie w czasie ataku na Kirigakure - przeżył tylko Kimimaro.
Kimimaro różnił się od reszty jego klanu. Włosy miał naturalnie białe, oczy były z czerwonymi obwódkami. Był najmłodszym i prawdopodobnie ostatnim członkiem klanu Kaguya. Dorastał w ciemności, zamknięty i zapieczętowany w pieczarze, gdzie jego zdolności miały przybierać na sile. Ale sam Kimimaro był inny niż reszta klanu - nie czerpał przyjemności z przemocy, był bardzo wrażliwym człowiekiem, który w czasie całego dzieciństwa nigdy nie zaznał ciepła innej osoby. Kimimaro wyglądał na młodego mężczyznę w wieku 19-25 lat, jednak jego wspomnienia i spotkanie z Haku wskazuje na to, że jest nieco młodszy. Ma białe włosy spięte z tyłu a po prawej stronie od ucha czerwoną, metalową sprzączkę. Nosi biały strój związany typową, Orochimarowską fioletowa kokardą z tyłu. Ma nad oczami dwie czerwone kropki, zaś same oczy mają czerwona obwódkę. Wyraz twarzy ma bardzo spokojny, ale z oczu bije mu chęć pokazania swojej wartości oraz bezgraniczna miłość do osoby, która dała mu życie. Pod skrzydłami Orochimaru Kimimaro stał się kimś ważnym. W składzie Dźwięku został przywódcą. Pozostali podwładni nie zgadzali się z tym, ale po sprawdzeniu swoich możliwości ulegli ostatniemu przedstawicielowi klanu Kaguya. Nawet Kabuto szanował sługę Orochimaru. Można powiedzieć, że uczynił z Kimimaro swoją prawą rękę (zaraz po Kabuto)
Techniki Kimimaro opierają się na wykorzystaniu swoich kości. Jego więzy krwi noszą nazwę Kekkei Genkai: Hokkotsu Henkei. Początkowo dzieci z klanu Kaguya miały bardzo twarde, wręcz niezniszczalne kości. Potem, kiedy uczyły się kontrolować czakrę, która w olbrzymich ilościach płynęła po kościach członków klanu Kaguya, potrafili za ich pomocą wyginać je, łamać, zrastać na nowo oraz odbudowywać i kształtować. Twory z kości tworzone przez klan Kaguya noszą odpowiednie nazwy.
Ponadto najważniejsze techniki klanu Kaguya określają się jako tańce. Najwięcej tańców spośród całego klanu odkrył Kimimaro dzięki używaniu przeklętej pieczęci Orochimaru. Użycie ich ściągnęło na Kimimaro śmierć.

Cytaty:
 "Skoro pożytek ze mnie żaden, nie mam po co żyć."
 (Gaara): "Musisz być ostatnim z klanu,zatem tu i teraz, twój klan zostanie unicestwiony."
 (Kimimaro): "To bardzo możliwe, nie przeczę. Wnet legnę złożony niemocą. Mimo to, nie zostanę zniszczony."
 (Do Czwórki Dźwięku ): "Jaki jest wasz wybór? Umrzeć? Czy ugiąć Karku?"


Koszt:
2000a- całość. Nie sprzedajemy na części z powodu jego klanowych umiejętnośći.

środa, 24 czerwca 2015

Levi Ackerman (Shingeki no Kiojin)

Nie zrobisz tego...
(Zrobię.)
ROBERT ANI MI SIĘ WAŻ!!!
(Panie i panowie, sklepik "Ostatnie tchnienie" prezętuje wam postać prosto z "Attack on titan"- Levi Ackerman!!!)
ODDAWAJ MI GO ROBERT!!!
(Proszę się nie przejmować tą wariatką... To tylko dowód na to jak zajebistą postacią jest ten pogromca tytanów!!!)
Nie odwracaj kota ogonem...
(Nasz produkt jest mistrzem mordowania ludożernych bestii oraz w sumie... WSZYSTKIEGO!!!
Należy go przetrzymywać w klinicznych warunkach że względu na jego pedantyczny charakter, ale poza tym nie potrzebuje żadnych specjalnych warunków.
Dostępny w różnych wersjach kolorystycznych!!!
*ukradkiem ogłusza i wiąże oszalałą siostrę*)
-1000a

+Dodatek dla fanów serii:

piątek, 12 czerwca 2015

Superman!!!


Uwaga bo będę piszczeć!!! *wewnętrzną walka* Nie jednak nie mogę... Aaaaaaa!!! Przez wszystkich znany, nie przez wszystkich lubiany (żartuje, wiem że go kochasz, ale się nie przyznasz) tak czy inaczej Superman należy do elity postaci komiksowych dlatego w naszej ofercie możemy wam go jedynie WYPOŻYCZYĆ. Ale nie przejmójcie się moje smutne misie pysie, jeden dzień z Supermanem zapewni wam wrażeń na wiele miesięcy!!! (Lois Lane potwierdza i poleca) Wspanały, silny, szlachetny i nieprzyzwoicie przystojny...  Na co wam jacyś Avengers, skoro możecie mieć SUPERMANA!!!
Zapraszam drogie panie! Zapraszam do licytowania!!!
Cena początkowa- 50a.


PS: Dla zainteresowanych tematem polecam:
-Liga sprawiedliwych (serial).
-Liga młodych (serial).
-Oraz wszystkie części Mrocznego Rycerza( I, II, III)

poniedziałek, 8 czerwca 2015

(Harry Potter) Analizatornia Pod Nadgryzionym Księżycem #2

 Zgrabny tyłeczek Pottera czyli co i dlaczego nie można palić.

Zanalizowali: Kapelusznik i Kot. wspierane przez Roberta i Sebastiana.

Witajcie smutne udręczone duszyczki! Nasza pseudo analizatornia „Pod nadgryzionym Księżycem”Zaprasza na film... Czekaj, czekaj... Nie ta kwestia. A więc tak: Kto z was pamięta naszego starego, dobrego Harrego? Bruneta, zakochanego w córce Snape'a? Nikt? To znaczy że jeszcze nie jest z wami tak źle. Jeśli nie chcecie stracić wiary w ludzkość nie czytajcie tego bloga. Uwaga! Występuje przemoc (wasze muzgi zostaną pobite, torturowane  zbeszczeszczone) wulgaryzmy (typu: "Harry miał długie nogi. Długie, zgrabne nogi.  i bardzo kształtny, jędrny tyłeczek."), oczywiście masowe morderstwa na kanonie... I wiele, wiele więcej... Miłego!!!
Rozdział I
"NOWA"
przygoda

Czarnowłosa dziewczyna uczesana w pyszny warkocz
No i zrobiłam się głodna…


sięgający pośladków
A mnie już niedobrze…

była urzekającym zjawiskiem.
Jak zorza polarna, jak wschód słońca.
I świadek jehowy w twoich drzwiach

Była piękna i miała cudne, kobiece kształty.
https://cudaswiata.files.wordpress.com/2010/03/364px-venus_of_willendorf_frontview_retouched_2.jpg
 Czarne, niskie i obcisłe biodrówki opinały pośladki i odsłaniały jędrny brzuch z kolczykiem w pępku.
Rozumiem, że ona w tym pępku miała taką kieszonkę i trzymała tam kolczyki, bo do osiemnastki rodzice zabronili jej przebijanie uszu?

Nieznajoma wyciągnęła z podręcznej torebki papierosy i uchyliła okno w korytarzu pociągu Hogwart Express.
Naskarżę na ciebie Mcgonagall!
Albo Snape’owi.
Papierosom mówimy NIE!
http://l.yimg.com/fz/api/res/1.2/X.hwYJLWuc5r0Bs1yRx9Gg--/YXBwaWQ9c3JjaGRkO2g9Mjc3O3E9OTU7dz01MDA-/http:/perlbal.hi-pi.com/blog-images/838203/gd/131154705619/Minerva-McGonagall.gif

Jej biała, raczej kusa bluzka, podkreślała jędrny i zdecydowanie duży biust...
Blee...

„Bogini” – pomyślał wysoki, przystojny brunet, stojący dwa okna dalej.
Dobrze że nie wyżej.

Harry gapił się jak zahipnotyzowany.
Od kiedy Harry jest brunetem?!
Może idąc za przykładem Malfoya postanowił zacząć tlenić włosy ale coś mu nie pykło.

.? Skończył palić, ale nie wszedł do swojego przedziału. Wyciągnął kolejnego papierosa, tylko po to, żeby sobie na nią popatrzeć. A było na co.
Tyle kieszonek w jednym ciele? Szacun. To już się chyba nawet do torbaczy nie zalicza…


Jak on chciał z nią zagadać, tylko nie potrafił....
Cztery kropki?! Tak chcesz się bawić? Proszę bardzo!
…..
……….
(O jeżu…) 
Przegrałeś, przegrałeś!!!
(*Facepalm*)
...................!!!
................................................................................................................................................&
................................,.....................................................................................................................................!


On, który pokonał samego Voldemorta w czerwcu bieżącego roku, nie wiedział jak zagadać z dziewczyną, która spokojnie paliła parę metrów od niego.
Parę metrów? Chwilę temu to były dwa okna…
Dumbledore zainwestował kasę z becikowego na okna panoramiczne.
To one się otwierają?
No i przez co te biedne czekoladowe żaby mają teraz uciekać?

„Bogini – pomyślał znowu – bogini w ludzkim ciele.”
*żyga*
W niektórych religiach boginie miały po parenaście metrów wzrostu, tak więc powstaje pytanie: JAK DO CHOLERY ONA SIĘ TAM ZMIEŚCIŁA?!?!
Może to była bogini instant.

Gdyby Harry wiedział jak sam wygląda (do tego służą lustra jeśli się nie mylę) i jak na niego patrzą dziewczyny, może byłoby mu dużo łatwiej. Ta jego chorobliwa nieśmiałość... Skrzywił się na myśl o niej.
Choroby się leczy, a nie umieszcza w blogaskach!
Mogę mu polecić dobrego psychitarę  psychologa.

Miał na sobie zielony podkoszulek, który podkreślał jego oczy i granatowe, dopasowane dżinsy.
RATUNKU LUDZIE TO NAPAD!!! TEN CHŁOPAK MA GRANAT I NIE ZAWACHA SIĘ GO UŻYĆ!!!
 Wezwać aurorów! Broń w pociągu!!!

Ciotka nie mogła mu już wciskać starych rzeczy Dudleya. Były dużo za szerokie i zdecydowanie za krótkie, jeżeli chodziło o spodnie. Harry miał długie nogi. Długie, zgrabne nogi, chociaż nie tak zgrabne jak jego blond rywal ze Slytherinu... i bardzo kształtny, jędrny tyłeczek.
https://38.media.tumblr.com/25898e7d4144daf4b49ac32a5a7b9e7c/tumblr_nb1ecqXHHs1s39o27o1_500.gif
To bolało…Merlinie dopomóż...
NIE.
Ja tego NIE widziałam.
*zakrywa oczy* Pośło juź siobie? Blaciśku?
*przytula siostrę* Tak, tak... Już jesteś bezpieczna.
Phi... Sebastian ma lepszy tyłeczek a się nim nie chwali.

Petunia musiała mu kupować „nowe” rzeczy w... lumpeksach...
Zaprawdę wielce interesuje nas pochodzenie ubrań Harrego Pottera…
Milcz i rób notatki!

Ale i tam można było czasem znaleźć coś ciekawego.
Na przykład Trolle.
Albo martwego kota za stoiskiem z kapeluszami… Auć...

Harry urósł przez wakacje całe dwanaście centymetrów i miał dosyć imponujący wzrost 188 centymetrów.
Chociaż co to było przy 198 centymetrach Snape’a, albo o dziesięć centymetrów wyższego Dumbledore’a? O Hagridzie nawet nie wspominając.
Skrzaty dodają im do posiłków zaklęcie żarłoczności w proszku czy co?
Albo sterydy do płatków...

Włosy sterczały mu jak zwykle na wsze (wszy) strony, ale były trochę dłuższe i wyglądały dosyć uroczo.
http://i57.tinypic.com/2kkbow.jpg

Rysy twarzy lekko mu się wyostrzyły i nabrały wyrazistości. Harry był przystojniejszy od swojego świętej pamięci ojca.
*James przewraca się w grobie.*

Jego oblicze miało w sobie bowiem pewną delikatność i słodycz, której brakowało Jamesowi, i które nadawały jego męskim rysom dozę chłopięcości.
I szczyptę żenady…
I garść żygamtencząizmu…

Tak, gdyby Harry był własnym ojcem, pewnie nie miałby problemu, żeby z nią zagadać. Ale on był po prostu sobą. Nieśmiałym wobec kobiet chłopakiem.
Prawiczkiem...
Tak...
Nie…

O boru.
Mózg mi się zblazował.
*program restart*
Narrator: uczcijmy minutą ciszy poległe w walce z debilizmem analizatorki.

Nawet Ron już nie był niewinny...

Rudy znalazł dziewczynę!
Albo chłopaka. A tak wogóle facet może stracić cnotę z facetem?
Sebastian dał radę...

ba, nawet Neville stracił cnotę pod koniec roku szkolnego i to z kim?
Z Filthem?

Ze Snapem?
Z Dumbledorem?
Obstawiam panią Norris.
Eee... Mcgonagall?

 Z Pansy Parkinson (cholera...), która przez pierwsze dwa miesiące szóstego roku miała bardzo burzliwy romans z Malfoy'em, a później musiała sobie zrobić pół roku przerwy, żeby ochłonąć i wziąć się za Neville'a.
Traktowanie postaci przez aŁtorkę jak przedmiotów-Jest.

 Longbottom wyrósł i wyprzystojniał. I nie był już taką łamagą.
Ewolucja zlitowała się nad biednym Nevilem i zamieniła go w meduzę(albo w kisiel) by nie mógł sobie niczego już połamać.

A jego dziewczyna już nie była podobna do mopsa. Pansy była bardzo ładna i, co się okazało przy bliższej znajomości – inteligentna.
*krztusi się kisielkiem*
Zrzarła Nevila!!!

A on nawet na randki się nie umawiał. Miał uraz po wiecznie beczącej i niezadowolonej ze wszystkiego Cho Chang. I był tak cholernie nieśmiały.
Ale…Ale kto się na randki nie umawiał? Coś przegapiłam?!
Tak. Przegapiłaś moment w którym słodkopierdzący jednorożec wpatatajał tu, nabił kanon na róg i wyhasał wesoło za nieotwierające się okno, zostawiając wielką dziurę.

Boże... całował się tylko raz w życiu, prawie dwa lata temu i to była totalna porażka.

Musiało to wyglądać tak:
http://pobierak.jeja.pl/images/9/8/6/48836_tak-widze-pary-calujace-sie-w.jpg

 Chang w ogóle była totalną porażką... zaczął się nawet poważnie zastanawiać nad swoimi preferencjami seksualnymi... aż do teraz .
Zastanawianie= Myśenie   aŁtoreczka+Myślenie= Kompletna destrukcja... What?
Matma dopadnie cie nawet w blogaskach…

Ale bóstwo przed nim nie było Cho, chociaż też miało czarne włosy, to na tym podobieństwo się kończyło.
Eee… znaczy się, że miała mózg

- Dużo palisz – niski, ciepły, lekko zachrypnięty, seksowny głos należał niewątpliwie do bóstwa.
Kiedy ta dziewczyna zdarzyła zmienić płeć?

- Eee... ty tak do mnie? – zaczął jak zwykle z powalającą elokwencją.
-Nie. Do tego wiedźmina celującego do ciebie z kuszy.
„Ale kaszana” – pomyślał od razu.


- A widzisz tu jeszcze kogoś? –˛
Zapomniany wiedźmin nieśmiało pomachał ręką.
[Wspaniałomyślnie postanowiłyśmy pominąć fragment w którym Harry zachwyca się oczami bohaterki i baaaardzo długi fragment w którym narrator rozwodzi się nad kształtem jej brwi. Dziękujcie. My musiałyśmy to przeczytać!]
- No, trochę palę... 
„Pieprzę głupoty.”
Absolutnie skarbie. Totalne głupoty.

- Widzę. Jednego od drugiego. Masz jakieś zmartwienie?
- Eee. Chyba nie...
Zdegustowany wiedźmin pod wpływem ogólnej żenady  postanowił ewakuować się z pociągu.
A wasz ukochany kotek rzucił się pod koła. Sayonara!!!
*wciąga kota za kołnierz*
Nigdzie nie idziesz! Jeszcze nie skończyłyśmy.
:(

Dziewczyna zaśmiała się wdzięcznie. Miała cudowny, gardłowy, raczej niski śmiech z chrypką.
Wdzięcznie zaśmiała się gardłowo po czym rozpaliła ogień wodą. 
O! O! Kapelusznik rymuje!... To znaczy że jest już na prawdę źle...

Harry'ego przeszły ciarki od tej chrypki.
Panie i panowie obserwujemy w tym momencie pierwszą poprawną reakcję zblogaskowanego bohatera.
*puszcza tęczowego pawia*

- Widzę, że nie jesteś zbytnio wygadany, co? – wydawała się rozbawiona, ale i przyjaźnie nastawiona do niego. Zagasiła peta o framugę okna i wywaliła, a gryfon poszedł w jej ślady.
Tak moi drodzy! Jakiś gryfon(który nawiasem mówiąc wziął się nie wiadomo skąd) wyskoczył za tym petem, ponieważ stwierdził, że nie wolno śmiecić. Oto jest właśnie eko-postawa. Bierzcie przykład *klaszcze*
- Jakie palisz? – zapytała od niechcenia.

Harry patrzył na jej długie, zgrabne palce, zakończone schludnie wymalowanymi na czarno paznokciami.
Matko boska... Najpierw przeczytałam "Harry popatrzył na swoje długie, zgrabne palce zakończone schludnie wymalowanymi na czarno paznokciami" i powiem szczerze że przeżyłam moment grozy kiedy z wizualizowałam go sobie z TYM:

Całe szczęście przeczytałam dobrze, jednak widzę naszą boChaterkę raczej z tym...

- Camele – żałował, że jest taki nieśmiały.
- Marlboro są dużo lepsze – powiedziała marszcząc mały, zgrabny nosek i patrząc na niego uważnie.
Lśniąca grzywa, metr osiemdziesiąt w kłębie, troszkę przydługie kopyta...
- Mugole są wspaniali. Wymyślają tyle fajnych, przydatnych rzeczy – rzuciła nagle – na przykład Internet, słyszałeś o czymś takim? – w jej głosie zabrzmiało szczere zainteresowanie.
Poświęćmy chwilę aby pomodlić się za biedny nawiedzany przez wszystkie Mary Sue internet.
-AAAAAAMEEEEEEN!!!- zawyła Kot, za bardzo wczuwając się w pogrzebowy klimat...
Jak się mieszka na cmentarzu (tak jak ja i ja) to klimat tego miejsca odpadnie cie nawet w blogaskach.

- Owszem – lakonicznie odrzekł chłopak – mieszkam u mugolskich krewnych.
- Rozumiem – skinęła głowa.
- A co do fajek. Nie stać mnie na lepsze. To znaczy nie mam tyle funtów, żeby sobie lepsze kupić. I tak cudem jest, że naciągam wuja na te Camele...
A Dudleyowie przypadkiem nie zrzekli się jakichkolwiek kontaktów z siostrzeńcem na początku siódmej klasy? Czy tylko mi (i reszcie świata) się tak wydaje?
-Tak... Tak... Aha... Proszę chwilę poczekać.- załamana odsunęłam telefon od ucha- Kapeluszniku? Jaką trumnę kupić dla Kanonu? Tą z różową z kokardką, czy raczej tą z czerwonego drewna?
Ale z ciebie prymityw kocie. OCZYWIŚCIE ŻE TĘ Z KOKARDKĄ!!!

Wymieniłem trochę kasy na mugolską i kupiłem dwa kilo tytoniu i bibułę, żeby mieć co palić w szkole... – Harry uśmiechnął się niepewnie i zarumienił.
A zarumienił się ponieważ...?
a) Ma skarbiec pełen złota.
b) Bo jest ciotą.
c) ???!!!
d)Jest prawiczkiem.
Obstawiam B 
„Co ją to obchodzi?” – pomyślał z roztargnieniem.
Dziewczyna znowu się zaśmiała.
- Zabawny jesteś. I zaradny. Miło było cie poznać.. – zmarszczyła brwi i popatrzyła pytająco.
Drodzy zwiedzający! Widzimy tutaj piękny przykład boChatera, który nie wie, kiedy dziewczyna go spławia... Kawałek dalej mamy... Bla bla bla...
Pytające brwi. Wow...

- Harry... mam na imię Harry.
- Okey, miło cię poznać Harry – uśmiechnęła się szeroko i wyciągnęła do niego rękę.
„Ale ze mnie gafiarz... – pomyślał - to ja powinienem wyciągnąć dłoń pierwszy.. ach....”
Pierdołowatość Pottera zaczyna mnie przerażać.
*owija się kocykiem bezpieczeństwa i idzie do schronu pod łóżkiem.*

Odwzajemnił jej gest lekko się rumieniąc. Miała ciepły, silny, pewny uścisk. Cudowny uścisk i ślicznie pachniała i była taka, taka... Harry nie wiedział jak to ująć, ale mógłby ją schrupać razem z kosteczkami.
Czyli była po prostu ciastkiem.^.^
Głupia! Ciasteczka nie mają kości! Ona była po prostu smerfem, a on synem Gargamela... Bo widzisz... Lily była bardzo niewierna... :P
Jego wyobraźnia doprowadziła go do większego rumieńca i spuszczenia wzroku.
„Uroczy, nieśmiały chłopak... nie żałuję zmiany szkoły.” – pomyślała dziewczyna.



- Ciebie też miło poznać... – Harry w końcu odważył się na nią spojrzeć ponownie.
- Lilien – powiedziała po prostu a oczy chłopaka zrobiły się jak spodki.Ratować się kto może! Kosmity!!!
- Lilien?!
K*dwa... Myślałam że będzie Baśka...
No bo Baśka miała fajny biust!
*nuci*...można było konie kraść...
O NIE! Przez ciebie zaczęła śpiewać!

- Aha... Jest takie imię, gdybyś nie wiedział, Harry.
- No wiem o tym.... tylko... tak na imię miała moja mama... nieważne
- Twoja mama – zapytała i zmarszczyła czoło i twarz jej się lekko rozjaśniła zrozumieniem – ach... jesteś Harry Potter, tak? (Sherlock Holmes* LOL)
*z dedykacją dla Natalki. <3
Chłopak przełknął ślinę i skinął głową.
„Zaraz będzie chciała oglądać bliznę” – pomyślał z irytacją, ale nic takiego nie nastąpiło.
O nie! To straszne! Jak tak można?!?! Świat nie kręci się wokół Harrego?!?! Tragedia!

Na jej twarzy wykwitł teraz dosyć złośliwy uśmieszek. Ten uśmiech kogoś mu przypominał, zresztą oczy dziewczyny też... ale za bardzo mu się podobała by zastanowił się nad tym głębiej.
- No... teraz rozumiem twoją wybujałą elokwencją (Rozumuje elokwencją?! Why?)...Słyszałam z kilku źródeł, że nie jesteś zbyt, jak to powiedzieć... lotny umysłowo –zaśmiała się i posłała mu przyjazne, rozbawione i wyzywające spojrzenie.
Tak. Wszystkie trzy po kolei... A potem zaczęła się zastanawiać, jak zmieściła je do koperty.
Ja wyobraziłam sobie serię z karabinu.

Harry poczuł się dotknięty, chociaż nie za bardzo i zarumienił się jak buraczki w occie, które jadł przedwczoraj.
*szok*
Ale... Ale... T...t..o...
Eee...?

- Ciekawe, kto ci o mnie opowiadał? – odważył się spytać.
- Draco Malfoy. Przyjaźnię się z nim – wypaliła CO? (A nie mówiłam że jest uzbrojona?) – i mój stary.
Harry popatrzył na nią uważnie.
Lilien wyciągnęła papierosy.
Czy ona właśnie przed chwilą przypadkiem jednego nie wypaliła?
Karabin na papierosy. 
Dobra robota szatanie.

- Zapalisz? – poczęstowała Harry'ego.
Czym?! Ciasteczkami? To ja chcę! Ja chcę!
Czasami twoja elokwencja mnie powala...
Przestań cytować aŁtorkę, bo będziesz dzisiaj spał na wycieraczce!
Elokwencja- umiejętność pięknego wypowiadania się.
(Wiedziałam że pracuje z idiotami...)
Eto... Tak? Nie. Ty być to.
Ktoś zrozumiał? :\
Ale to że tam i pod tym czy za mną?
*idzie po kaftan i tłumacza*
Nie to, tam by za nie...

- Tak, dziękuję. Od swojego ojca?
SWOJEGO?!


 – nad nieśmiałością wzięła górę ciekawość. Kolejna cudowna cecha, wiecznie wpędzająca go w kłopoty. – A czy ja go znam?
Dajcie mi zgadnąć! Czarne oczy... Czarne włosy... Kieszonka w pępku... Myszka miki!!!

Tym razem dziewczyna śmiała się bardzo długo.
- Wybacz - zachichotała i zgięła się wpół potem jeszcze, i jeszcze, aż powstało piekło-niebo – jasne, że go znasz... Przyjrzyj mi się dobrze. Tylko usta i nos mam po matce. (A to kradziej!! Własnej matce nos i usta zabrać!!) Reszta to wykapany tata. No, może poza niektórymi częściami ciała i wzrostem – zażartowała – Mam jego poczucie humoru i podobno jestem wredna. Poza tym zawsze mówię to co myślę...
 Pomyślcie tylko o tych brudnych, tłustych włosach i czarnych, podkrążonych oczach!

„Nie da się nie zauważyć” – pomyślał ironicznie Harry.
- W Durmstrangu, dokąd uczęszczałam tej pory miałam ksywę Modliszka – patrzyła na niego rozbawiona.
Uważaj Harry! Modliszki to wredne bestie!
 Jak ją tylko zapłodnisz, odgryzie ci głowę!
*ponownie się krztusi*
Nie musiałam tego wiedzieć...

Harry był zdziwiony jej reakcją, poza tym coraz bardziej go intrygowała.
Reakcją na co? Jak na razie dziewczyna opowiada mu jakże zajmującą historię swego życia...
I on ponoć znał jej ojca... ciekawe.
Nie bardzo... *ziewa*

Zaciągnął się mocno i przyjrzał seksownej nieznajomej.
Sorki kochanie, ale ona przestała być nieznajoma w momencie w którym ci się przedstawiła...
Ale że ZNOWU jej się przyjrzał? O Boru... ILE MOŻNA!!!


Miała duże, piękne usta,
Cholera... A ja myślałam że opis Mary Sue mamy już za sobą...
Usta o takie:

 zgrabny nosek i wysoko osadzone kości policzkowe. Teraz jej nozdrza leciutko się rozchyliły i wypuściła dym przez nos.
Eee... Smok? Cholera, to z tond się wzięły te łuski i szpony!
Twarz miała szczuplutką, pociągłą. Tak naprawdę nie miała przeciętnej, ładnej buzi. Jej uroda była nietypowa i przez to bardziej atrakcyjna, przynajmniej dla Harry'ego. Lilien była bardzo różna od cukierkowatej Cho.
TAK. To już wiemy.
Była z soli?
*nuci* A żeby ci nie było żal,
dziecino ukochana:
Z cukru był król, z piernika paź,
królewna z marcepana.

Jej skóra była blada, niemal perłowobiała, co przyczerni oczu i włosów dawało niesamowity efekt. Uroda tej dziewczyny była niepokojąca, wyglądała trochę jak niebezpieczna kusicielka i Harry przełknął głośno ślinę.
A potem przełknął ją ciszej i pierdnął bezgłośnie.
Czekaj czekaj... Kto to Przyczerni i co on tu robi?

Więc podsumowując... Mamy tu Mery Sue, która jest jednocześnie smokiem, myszką Miki, niebezpieczną kusicielką, modliszką, zrobiona jest z soli i pali 10 petów w minutę... Szacun.
Jakby tego było mało młodzież Hogwartu zachowuje się jak &@#%& (wolicie nie wiedzieć co tu było napisane).
Mamy nadzieję że analiza wam się spodobała i do następnego.
JA NE*!!!

*ja ne- z japońskiego"Do zobaczenia" (nieformalnie)

środa, 6 maja 2015

Dziedzictwo



Arya- Dzielna, gotowana przez godzinę w wywarze żywej śmierci (w celu uzyskania szponów), elfia wojowniczka, obrończyni smoków i... OBROŃCA PRZED PEDOFILAMI!!! Tak drodzy państwo!  Żaden Leo nigdy już nie przerwie waszej kąpieli, nigdy nie dorwie was przed snem, w domu, w szkole, w więzieniu, czy kostnicy. Wasze ciała, mienie, godność osobista (albo jej resztki), magiczne istoty czy dręczące was duchy mogą się czuć bezpiecznie. Arya posiada wbudowaną funkcję mordowania, ciachania, spiekania, torturowania, a nawet robienia HERBATY I KISIELKU!!!
1200a. Do kupienia jedynie w całości.
PROMOCJA!!!
W komętarzach opiszcie w jakiej sytułacji zostaliście zaatakowani przez pedofila (np:Leo) a w prezencie dostaniecie swój własny KISIEL DYNIOWY!!!!


piątek, 1 maja 2015

(Przygody Merlina) Analizatornia Pod Nadgryzionym Księżycem #1

(http://merlin-x-artur-slash.blog.onet.pl/)
 Zanalizowały: Kapelusznik i Kot. Wspomagali nas też dzielnie Robert i Sebastian



Młody czarodziej, sługa i przyjaciel Artura.Zawsze przy jego boku jak Anioł Stróż.
 Aha... Strzeże jego cnot-tyyy... Ekhem... Pomińmy ten fragment!
Lecz czy kiedy okaże się, że książę coś do niego czuje czy będzie potrafił to zaakceptować?
 Eh... Widzę, że jeszcze się nie zdecydowałaś. Podpowiem ci coś: Blog jest jednym z rodzajów yaoi, a po wejściu wyświetla się ostrzeżenie o pełnoletniości. Jak myślisz? Mnie się wydaje, że to coś znaczy... No chyba, że to będzie np. Gajusz i Uter.

 
Książę,przyszły władca Camelotu. Już od dłuższego czasu czuje coś do Merlina jednak nie chce tego ujawniać.
I słusznie. Gdybym ja czuła niesmak do swojego przyjaciela, wolała bym tego nie „ujawniać” przy świadkach. Zwłaszcza po grochowej… Fee…

Mimo to postanawia w końcu wyjawić to swojemu słudze, ale czy na pewno to słuszna decyzja?
 Jeśli go nie lubisz, to weź mu to powiedz, a nie jakieś mi tu podchody będziesz uprawiał!
A może nie, a może tak, może nie...!!! AŁtorko nie zostawiaj nas w takiej nie pewności.
Nieeeładnie...
 
Wychowanica króla,przyjaciółka Gwen i Merlina.Czy będzie w stanie pomóc przyjacielowi przetrwać to wszystko czy też go opuści. Stoi przed trudnym wyborem bowiem ona jest zakochana w Arturze.
 *chrząka znacząco* ona… ekhe, ekhe… jest jego… ekhe… siostrą…
Czego kanon nie obroni to aŁtorka podła zmieni.
 
Opiekun Merlina,dworski medyk. Uczy go magi i innych rzeczy.
 Aha… „Innych rzeczy” powiadasz.
Ale TYCH "innych"? Jesteś pewny?

Czy i tym razem będzie mógł mu pomóc? I jakie on ma na temat tej całej sytuacji zdanie?
 Taaa… Bo jego zdanie jest kluczowe w całej tej sytułacji.
Nie chce mi się używać cenzury więc ja mojego zdania o tej sytuacji nie ujawnię.
 
Władca Camelotu. Kocha syna mimo,że tego nie okazuje. Nienawidzi magi bardziej niż czegokolwiek innego. Nie wie jednak,że Artur jest zakochany w czarodzieju.
 Uroczo. Myślę, że z tej nienawiści pozjadał parę spacji…
Bo on kocha go POTAJEMNIE. Jak Merlin. No wiesz AŁtorko nie ostrzegałaś nas przed zbiorowym Yaoi.
Jeżu, nie strasz!


Witam
Cześć.
Narka!
*idzie pocieszać skatowany kanon*
To blog yaoi więc jeśli jesteś homofobem to na górze jest taki czerwony krzyżyk.Kliknij na niego z łaski swojej z prośby mojej.
Chętnie, ale widzisz… Jest taki mały problem. NIE LUBIĘ SŁUCHAĆ ROZKAZÓW!!!
A ja tak jakby jestem gejem… Ale i tak tego nie zdzierżę…
Nie toleruje komentarzy takich jak ,,ble jakie obrzydlistwo” etc.
Masz moje słowo. Na końcu „ble” napiszę wielokropek.
Mam koleżankę która nie toleruje laktozy. Może powinnaś się z tą " nietolerancją" udać do lekarza?
 Blog jest o Arturze i Merlinie.Na razie chyba tyle.
A żeś się rozpisała! *wręcza jej order Merlina*
Sugerujesz nam że masz zamiar zbezcześcić (zyaoicować) też inne seriale? RATUJ SIĘ KTO MOŻE!!!



 Rozdział 1
Niestety nie ostatni...

Merlin martwił się o Artura. Po tym co ostatnio się stało on nadal był nie przytomny.Nie ważne co robił Gajusz.
Może Gajusz robił *szept* ...kupę?
O jejku. To grubsza sprawa. Nie wiem jak on się z tego wykaraska…
A co do Artura: spróbowała bym potraktować go paralizatorem. Na moją siostrę zawsze to działa jak nie mogę jej dobudzić.

Właśnie teraz Merlin szedł do niego, aby podać mu lekarstwa. Musiał to zrobić ponieważ Gajusz będąc dworskim medykiem wyszedł wcześniej.
Acha… A wyszedł ponieważ? Z tego co wiem on najczęściej siedział w swoim mieszkaniu, albo u króla. To Merlin z reguły załatwiał „sprawunki”.
Po cholerę Merlin szedł do Gajusza?  I co biedakowi się stało że potrzebuje lekarstw?
A co najważniejsze: Jak on ma zamiar to zrobić, skoro Gajusz wyszedł?

 Dotarł do komnat Artura i podzedł (Ja zazwyczaj podchodzę, ale spoko. Może to nowa forma wspinaczki wysokogórskiej?) do jego łóżka. Leżał tam z widoczną gorączką. Jak objawia się widoczna gorączka? Wyskakują mu pryszcze? Wziął ręcznik,zmoczył go lekko i  przyłożył do czoła księcia. Ten mruknął coś nie zrozumiale, a mruczał wyjątkowo seksownie
*patrzy z niepokojem na swojego kota* Nawet nie waż mi się go naśladować bo wylecisz przez okno.

i otworzył zaspane oczy.
A on przypadkiem nie był nieprzytomny?
Magia aŁtorki wleciała właśnie przez uchylone okno i zmniejszyła mózg Artura do rozmiarów pistacji.

Młody czarodziej tego nie widział, ponieważ w tym momencie się odwrócił. Artur otworzył wyschnięte usta.
- Merlin-zdołał wychrypieć.- Weź mnie tu i teraz
Chłopak od razu zwrócił się w jego stronę.
Ha! Jaki napalony!
-Jak się czujesz?-zapytał głosem przepełnionym ulgą i czymś w rodzaju sera pleśniowego, ale o tym później.
Mimo swojego stanu, Artur uśmiechnął się.
-Po prostu świetnie-zironizował.- Alien wyżera mnie od środka, ale tak to spoko. A u ciebie?
-Normalka, dzień jak co dzień, tylko trochę wietrznie.
-A to co?-zapytał, patrząc na butelki, które Merlin trzymał.
-Bawiłem się w małego chemika. Nie martw się. Posprzątam te grzyby z twojej zbroi.
Wolę nie wiedzieć gdzie dokładnie te grzyby wyrosły...

-To twoje leki, panie-odpowiedział młody mag. Usiadł na skraju łożazjadłkilkaspacji, popił kanonem,przyłożył fiolkę do ust księcia i powiedział
-Wypij.
-Ale ja nie cem!- zakrzyknął wojowniczo i z naburmuszoną miną odwrócił głowę.- Daj kisielka!
Przechylił ją powoli, aby przyszły król się nie zakrztusił. Niestety zapomniał mu założyć śliniaczka…Tak podał wszystkie cztery mikstury. Musiał jeszcze zmienić opatrunek.
-Dasz radę usiąść?-zapytał niepewnie.
Artur spróbował,ale tylko jęknął z bólu. Merlin pochylił się nad nim, złapał lekko za biodra
Łapy przy sobie zboczeńcu.

i jak najdelikatniej tylko potrafił podniósł do siadu. Rozpiął mu koszule i jego oczom ukazał się umięśniony tors, z kilkoma bliznami, nieciekawym znamieniem w kształcie Azji środkowej (Fuj... Ktoś powinien mu to zbadać.) i raną, zasłoniętą przez opatrunek. Wyciągnął z kieszeni maść, którą Gajusz kazał posmarować przed założeniem bandażu. Delikatnie zaczął wcierać ją w ranę. Artur zadrżał.
Zimno biedakowi bez koszulki.
I bez mózgu. Artur postanowił złożyć zażalenie do aŁtorki.

Nie wiadomo czy to od zimnej maści czy też czegoś innego. Od zręcznych paluszków, które zeszły trochę za nisko… Założył nowy opatrunek, a stary wyrzucił.
Tak, tak… Marnuj dobre bandaże, tylko dla tego, że się pobrudziły. W cale nie lepiej będzie je wyprać, bo po co?
Przecież akcja dzieje się w czasach współczesnych, w nowoczesnym klinicznym szpitalu... Oh wait...

-No, to ja już pójdę-rzucił speszony, z powrotem zapinając koszulę księcia.
Biedak cierpi na zniedołężnienie starcze? Sam guzików zapiąć nie potrafi?
Ty nie rozumiesz! On zrobi to LEPIEJ!
Masz rację. Nie rozumiem.

-Dobrze, to do zobaczenia-odpowiedział  Artur, trochę mocniejszym głosem.
Tak. W czasie trwania tej sceny, głos zdążył pojechać starym, dobrym PKP do najbliższej siłowni i przypakować. Podziwiam…
Merlin skinął głową i wyszedł z jego komnat.
Najpierw uwolniwszy rękę ze spodni. >.<




Dobra dodaje drugi rozdział.
Od razu ostrzegam,że akcja strasznie szybko się potoczyła.
Bardzo za to przepraszam.
Nie przepraszaj. Im szybciej to się potoczy, tym szybciej my skończymy.



Rozdział 2.

Wstał o świcie. Czuł,że to będzie niezwykły dzień. Jak co dzień zjadł śniadanie,umył się i ubrał.
Na śniadanie miałeś spacje. Prawda?
A gdzie lekki makijaż i półgodzinna sesja uwielbienia przed lustrem? No halo?!

Zszedł po schodach na dół.
A nie zszedł na górę? Jesteś pewna?

Zastał tam Gajusza czytającego jakąś opasłą księgę. Podniósł znad niej wzrok i zobaczył Merlina.
O! Pacz! Kto by się tego spodziewał!? O.O

-O,już wstałeś,to dobrze.Pójdziesz dziś znów do Artura i zmienisz mu opatrunek. Jesteś w końcu jego sługą i to twój obowiązek opiekować się nim
Eee… Nie prawda. To bardziej jego obowiązek, jako przyjaciela. No trudno… Go go truloff!!!
Dalej dalej magiczne paluszki Merlina!
Ale zrozumcie staruszka! Wnuki mu się marzą, a znając zajebistość Merlina… Za 9 miesięcy wynajmą Lancelota jako niańkę.
On nie żyje…
Milcz!

– powiedział i nie dając mu nic powiedzieć,wrócił do czytania.
Czarodziej westchnął tylko,wziął bandaże i wyszedł. Nie zauważył przebiegłego uśmiechu swojego opiekuna. Wchodząc do komnat księcia,zobaczył,że ten już nie śpi. Uśmiechnął się na jego widok i powiedział
Już nawet mi się nie chce wspominać o tych nieszczęsnych spacjach… Gary Stu musiał być głodny.
Głodny nowych doznań oczywiście.

- Miło cię znów widzieć, Merlinie.
Ostatnio zauważył,że Artur jest dla niego zbyt miły jak dla sługi. Jednak na razie postanowił nic z tym nie robić.
Mądry chłopiec. Dają, to bierz.

-Zjadłbyś śniadanie,panie?- zapytał. (jaki rym xD dop.autorki) Tsa...>.<”
-Janie. Oczekuję jajek na bekonie i trzech misek owsianki na już. No! Raz, raz…
, potem masz mi wypolerować zbroję, wyczyścić buty, urządzić striptiz na rachunek aŁtoreczki, wyczesać konia i przespać się ze mną.

Artur uśmiechnął się lekko na samą myśl o striptizie. Już od dawna czuł do chłopaka coś więcej niż tylko sympatie.
Zniesmaczenie? Nienawiść? Obrzydzenie? Litość?
Może on czuł coś OD chłopaka? Na przykład smród.

Nie mógł tego okazać,w końcu był księciem,jednak coraz częściej czuł,że nie może już tego ukrywać. Właśnie dziś miał zamiar to ujawnić,a przynajmniej przed obiektem swojego zainteresowania.Pożądał go,tak,ale nie tylko. Kochał wszystko co należało do Merlina.
Z wszami łonowymi włącznie.
Kochał jego wielkie zęby, wrzody na tyłku i mały palec u stopy, który był dziwnie dłuższy od pozostałych.

Od jego kruczoczarnych włosów aż po końce jego stóp. Jego usta wydawały się idealne do pocałunków.
*rzyga*

-Może zjesz ze mną?-zapytał wesoło.
-J-Już jadłem-zająknął się czarodziej,jednak wiedział,że  z przyszłym władcą nie można dyskutować. Westchnął, już chyba po raz dziesiąty w tym dniu.
Gdzie się nagle podziała cała asertywność Merlina?!?!
Służyła jako polewa do spacji.
Kiedy on do cholery zdążył się już tak nawzdychać?
-Tak,panie-powiedział zrezygnowany i wyszedł.

Po 10 minutach wrócił ze śniadaniem.

Usiadł na skraju łóżka i położył tace na aksamitnej pościeli obok swojego pana. Przyszły król uśmiechnął się do niego zachęcająco. Po skończonym posiłku przyszła pora na lekarstwa. Jak poprzedniego dnia podał mu cztery mikstury zrobione przez Gajusza. Potem ściągnął  opatrunek i posmarował ranę maścią. Dziś nie było z tym takiego problemu jak wcześniej.
 Bo on go głaskał po brzuszku! O tak:


Założył nowy bandaż i już miał się podnosić,kiedy usłyszał swoje imię. Spojrzał na księcia,a ten delikatnie złapał go za kark i przyciągnął do pocałunku. Był w takim szoku,że nie był w stanie nic zrobić. Kiedy pocałunek dobiegł końca nie potrafił się odezwać. Artur zrobił to za niego.
Pocałował go za niego? *_*
Wyssał mu mózg przez usta?!
Widzę to tak:

-Merlinie, ja… przepraszam. Wiem,że nie powinienem był,ale ja cię kocham-powiedział,czemu towarzyszyło intensywne spojrzenie błękitnych oczu.
*rzyg*
Spojrzenie zapłakało żałośnie i razem z westchnięciami zastanawiało się za jakie grzechy musiało tu trafić.

Czarodziej nie wiedział co na to odpowiedzieć,więc po prostu…wyszedł.
Uciekł!
A to menda!

Koniec rozdziału 2.
Nareszcie!
Wiem,wiem mówiłam,że tak będzie. Nie spodziewam się pozytywnych komentarzy.
(Ja też nie…)
Ten rozdział pisałam o 8 rano na lekcji angielskiego jednak to mnie nie usprawiedliwia.
Nie długo dodam następny rozdział.
Nie… Tylko nie to…

Jak już powiedziałam rozdział 3. Mam nadzieje,że wam się spodoba.
Porzućcie nadzieje ci którzy tu wchodzicie...

Dedykuje go Emily. Bardzo dziękuje,że ktokolwiek czyta to opowiadanie.
PS. Ten rozdział będzie troszkę romantyczny.
Bardziej niż tamten?! *płacze*
Obawiam się, że tak…
*wymiotuje*

Rozdział 5.
Doprawdy? Ja myślałam, że 3…

Następnego dnia,kiedy Artur wstał od razu przed oczyma stanęło mu wczorajsze wydarzenie. Nie,nie powinien tego robić,wiedział to,ale nie potrafił nad sobą zapanować. Usta młodszego chłopaka za mocno kusiły.
 *Ucieka z płaczem*

Wstał z łóżka,ubrał się i czekał. Za pół godziny miał przyjść Merlin,aby przygotować go do turnieju.
Ale chwilunia, momencik!!! Zwolnijmy trochę. Ty przypadkiem jeszcze niedawno nie leżałeś jeszcze nieprzytomny?

Nie wiedział czy ma, czy nie ma się spodziewać toteż denerwował się tylko trochę. Na korytarzu rozległy się kroki,jednak nie przypominały one kroków Merlina.
*wraca z nową siłą na lekach antydepresyjnych*Rozpoznaje go po krokach? Mnie to podchodzi pod obsesję!
Albo nadmiar nudy...
To na pewno Gajusz przyszedł zrobić mu lekcję o używaniu tego… i tamtego…

 Drzwi otworzyły się powoli i ukazała się w nich Gwen,służka Morgany. Książę od razu wyprostował się na krześle.
Bo normalnie siedział zgarbiony jak pingwin.

-O co chodzi?-zapytał.
-Merlin kazał przekazać,że nie będzie mógł dziś przyjść,panie-powiedziała.
Artur nigdy nie pozwoliłby sobie na takie wymigiwanie się od pracy jednak tym razem wiedział co było tego przyczyną.
Wrzody na tyłku i spuchnięty język.

Dziewczyna podeszła do niego,kłaniając się lekko.
-Mówił dlaczego?-chciał się upewnić. Ona pokręciła tylko głową.
-Życzę powodzenia,panie-uśmiechnęła się promiennie i pocałowała go.
Promienie usmażyły Artura i tak nastał koniec blogaska.
Chciała bym, ale nie… Oni jacyś tacy żaroodporni…

Merlin nacisnął klamkę drzwi do komnat księcia i wszedł. Zobaczył tam coś co wstrząsnęło nim do głębi. Artur całował jego najlepszą przyjaciółkę. To on szedł do niego żeby wyjaśnić tą sprawę z pocałunkiem i powiedzieć mu,że on także coś do niego czuje,a teraz widzi jak całuje się z Gwen. Potraktował cię jak szmatę podpowiedziała mu jego podświadomość.
Ja myślę, że bardziej jak męską dziwkę, ale wedle uznania…
Hmm... Całkiem fajna ta podświadomość... Na testach i sprawdzianach też podpowiada?

Próbował powstrzymać cisnące się do oczu łzy. W końcu tamci oderwali się od siebie. Przełknął rosnącą gule w gardle i chrząknął. Teraz Artur go zauważył. Wyraz jego twarzy wyraźnie wskazywał,że jest zdziwiony. Gwen odchrząknęła cicho.
-To ja już pójdę-powiedziała i wyszła.
Śmiejąc się szatańsko.

Pierwszy odezwał się Artur.
-Słyszałem,że miałeś dzisiaj nie przyjść-powiedział lekko zmieszany.
-Tak,al jednak przyszedłem-odpowiedział Merlin,siląc się na spokój.
Podszedł do stołu,na którym leżały zbroja,miecz,tarcza i hełm. Założył to wszystko na księcia nie odzywając się przy tym ani słowem czym irytował Artura.
Jak śmiał?!

-Co do tego co się wczoraj stało-zaczął,ale Merlin mu przerwał.
-Zapomnijmy o tym.
Proszę zapomnijmy. I nigdy już do tego blogaska nie wracajmy.

Nie odrywał przy tym wzroku od okna,za którym roztaczał się widok na cały Camelot.
Zamek znajdował się w chmurach, czy to raczej Camelot się skurczył?
Myślę, że raczej jedno i drugie… Poznaj moc blogaska!

-Teraz,panie musisz zająć się Gwen-dodał,nadal na niego nie patrząc.
I wtedy Artur wreszcie zrozumiał. Chłopak widział pocałunek,który został na nim wymuszony. Stanął przed Merlinem i złapał go za brodę,zmuszając go żeby spojrzał mu w oczy.
-Jeśli widziałeś wszystko to musiałeś widzieć
A jak nie to się dowiesz czy tego chcesz czy nie...
Czy tylko ja tam widzę: „Jeśli widziałeś, to musiałeś widzieć.”?

też,że to nie ja zacząłem,i że nie chciałem tego-powiedział,patrząc w hipnotyzujące oczy swojego sługi.
Ten nic na to nie odpowiedział,tylko odwrócił wzrok. Książę westchnął i puścił jego twarz
Twarz pozbawiona punktu oparcia upadła na podłogę z żałosnym plaśnięciem.
Hipnotyzujące oczy powiadasz...
Wyświetlanie PicsArt_1430436175761.jpg

-Życzę powodzenia,panie-powiedział chłopak i wyszedł z jego komnat.
Po turnieju musiał jeszcze zostać na uczcie.
Ale.. Co? Kiedy? Jak?
Mnie nie pytaj. Jeszcze nie rozgryzłam wcześniejszego zdania…

Była jak zawsze wspaniała,ale tym razem stoły pełne pysznych potraw nie robiły na nim wrażenia. Nie myślał o niczym innym niż o tym jak ma przeprosić Merlina. Miał pewien pomysł,musiał go tylko zrealizować.
Powinnam się bać?
Tak. Ja trzęsę portkami… Ze strachu oczywiście.

Na uczcie specjalnie nic nie pił mimo usilnych próśb swojego ojca. Po skończonej kolacji [tak to nazwijmy]
Albo nie nazwijmy.
Droga aŁtoreczko. 
Skoro nawet ty nie masz pojęcia jak to nazwać, to skąd my mamy wiedzieć, czy nie siedzieli w starej stodole, a za stół nie służyła im krowa?

poszedł szybko do swoich komnat. Zabrał kartkę,na której napisana była wiadomość,
Eee.. Przepraszam że się powtarzam ale: kiedy?
Najwyraźniej aŁtorka ma level100 w zaginaniu czasoprzestrzeni...

a potem zakradł się do królewskich ogrodów. Było w nim wiele pięknych kwiatów,ale on tylko wiedział gdzie rosną najpiękniejsze.
AŁtorka mu szepnęła.
Pff… Mapkę mu rozrysowała.

Poszedł tam i odnalazł swój ulubiony-najczerwieńszą różę jaką widziało oko ludzkie.
Za to oczy psie widziały już ładniejsze. Ale szczerze. Trochę mnie przeraża to samobieżne i świadome oko.
Ej… A ta róża to tam jedna, sama taka bidna rosła?

Szybko wyszedł stamtąd i ukradkiem podszedł do okna Merlina,które było jakieś 3 metry nad ziemią.
Dla pewności sprawdził szkolną linijką.

Włożył kartkę do kieszeni,różę oskubał z kolców i włożył w zęby po czym zaczął się wspinać. Było mu ciężko,ale nie poddawał się. Wskoczył cicho przez okno i rozejrzał się po  pomieszczeniu. Wyglądało jak każda zwykła izba.
Siedziba Mary Sue bez aksamitów i czarnych atłasów?! Niedopuszczalne!!!

Stało w niej łóżko,regał z książkami,jakiś stolik i szafa na ubrania. Widać było jednak,że jej właściciel z niej nie korzysta,bo ubrania walały się po podłodze.
Na miejscu Artura pomyślałabym że ktoś wyrzucił zawartość szafy podczas przeszukiwania pokoju. Chyba że Artur ma w zwyczaju podglądać Merlina i przyzwyczaił się już do tego syfu.
Nie chcę cię martwić, ale chyba tak właśnie jest.

Nagle zauważył jakąś księgę pomiędzy odzieżą. Podniósł ją i otworzył na pierwszej lepszej stronie.
Zobaczył jakieś niezrozumiałe,prawdopodobnie po łacinie
Niezrozumiałe co...?
Yyy… Kiedy wpisuję w wikipendję „Księga po łacinie” wychodzi mi Tora. Co mam o tym myśleć?

słowa,ale nie to było najważniejsze. Jego wzrok przykuło jedno słowo-zaklęcie.To nie może być prawda. Tylko nie on-myślał
Kim jest "on-myślał" i co robi w tym blogasku?
Nie wiesz kim jest on-myślał? Jak możesz!? Zbezcześciłaś ten blogasek!
*szept* …kto to…?
*szept* …nie wiem…

Rozgryzłam to! Minus można też interpretować jako nie. ON-MYŚLAŁ= ON NIE MYŚLAŁ!!

zrozpaczony. Odłożył księgę na jej miejsce i położy róże razem z kartką na stoliku. Wyszedł z powrotem na dwór tym oknem. Jak by kuźde dżwi w zamku nie było. Wrócił do siebie,starając się nie myśleć o tym czego się dowiedział
AŁtorka nadal blokowała mu dostęp do mózgu.

rozebrał się i wsunął pod czerwoną,aksamitną pościel.
-Dobranoc,Merlinie-powiedział jeszcze i zasnął zmęczony wrażeniami dnia.
Artur ma omamy czy Merlin (nie daj Boże) znajduje się w jego łóżku, albo pod?
Eeee.. Niespodzianka!?


Następnego dnia,kiedy czarodziej otworzył oczy zobaczył coś czerwonego leżącego na stole. Krew  Nie przypominał sobie żeby coś tam zostawiał. Podniósł się niechętnie i podszedł do niego. Leżała tam wspaniała róża i jakaś karteczka. Wziął ją do ręki i przeczytał

,,Merlinie,musimy wszystko sobie wyjaśnić. Przyjdź do mnie o 21:00.
Artur.”
Wyczuwam pedofila...
Leo?

Westchnął cicho i usiadł na łóżku. Jedno było pewne… Musi zobaczyć co Artur ma do powiedzenia.
Nie, nie musi… On po prostu chce.

Koniec rozdziału 3.
No i proszę. Mam nadzieje,że się spodoba.

Nie. Nie spodoba się. Twoje nadzieje zostały pogrzebane razem z zarżniętym kanonem.

Bardzo… Jesteś nam winna odszkodowanie. *patrzy na siostrę łkająca w kącie*

To koniec! *ucieka ze zgrabnością tego kota*